Mój pierwszy chleb. Chociaż powinnam raczej powiedzieć: mój pierwszy chleb, który się udał. Po dwóch nieudanych próbach, których efektami były jakieś gnioty (można by było nimi, co najwyżej, okno wybić) w końcu nastąpił ten moment. TEN, w którym wszystko wyszło tak jak trzeba:)