Na stole sobie stało i pachniało, zazwyczaj w leniwą dla mnie, ciepłą, letnią niedzielę. Zrobione przez nią na 'po obiedzie' i dopiero 'jak ostygnie'.
Jako dzieci zawsze mówiliśmy o niej 'Babcia pra', bo prababcie miały inne dzieci, a nasza przecież nie była taka jak inne:)