Różności

Cała prawda o Światowych Dniach Młodzieży, czyli uroki życia w Krakowie

Wczoraj Papież Franciszek odleciał z Polski i Światowe Dni Młodzieży oficjalnie się skończyły. Wielu moich znajomych ewakuowało się z Krakowa w obawie przed tym, co miało się dziać w mieście podczas ŚDM. A co się działo? Na blogach i facebooku czytałam: „pozdrawiam z piekła”, „niech to się wreszcie skończy”. Matki narzekały, że nie mogą wyjść na spacer z małymi dziećmi, bo hałas, bo tłum. Nad blokami latały helikoptery, miało się wrażenie, że wlecą zaraz w okno.

A wiecie jak to wyglądało z mojej perspektywy? Można na to narzekać jak połowa mieszkańców, albo cieszyć się z tego, że było bezpiecznie. Można marudzić, że był hałas i dużo ludzi, albo cieszyć się z nowych znajomości, które można było zawrzeć na każdym kroku. Helikoptery były chyba bardziej uciążliwe dla mnie niż dla Anielki, bo jej nie przeszkadzało to w wysypianiu się.

13735127_1128107327227822_3729046341274776044_om

Zastanawiam się, czemu jesteśmy takim marudzącym narodem. Ludzie z całego świata zjechali się do nas, żeby wziąć udział w takich wydarzeniach a lokalna społeczność w dużej mierze przed nimi pouciekała. Dosłownie, pusto na ulicach, pusto w sklepach.

Ja byłam przeogromnie szczęśliwa, że wychodząc na spacer słyszałam radosne koncerty uwielbieniowe. Po drodze spotykałam szczęśliwych ludzi z różnych krajów. Wchodząc do tramwaju jeszcze nigdy nie widziałam tylu chętnych na wnoszenie wózka. Zazwyczaj trzeba ich dobrze poszukać.

13700054_1125288627509692_4260299411650360097_nm

Niestety nie byłam w stanie wziąć bezpośredniego udziału we wszystkich wydarzeniach, ale przez miniony tydzień nasz dom był mini cukiernią na potrzeby ŚDM. Przewinęło się u nas mnóstwo ludzi, którzy zostawiali po sobie samą radość i dobrą energię. Wiele osób zobaczyło, że można się modlić z radością, że można skakać i tańczyć przed  Bogiem.

I tak sobie myślę, że można brać udział w tych samych wydarzeniach i widzieć zupełnie różne rzeczy. Pytanie, co się bierze dla siebie. Ja wzięłam tyle dobrego, ile mogłam  i trochę mi szkoda, że już po wszystkim.

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Lina w Śmietanie
    Sierpień 1, 2016 at 3:01 pm

    Jak we wszystkim, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Sama ani nie mogłam uczestniczyć ani uciec z miasta. Z jednej strony oczywiście było to ogromnie miłe, że tylu uśmiechniętych ludzi dziękujących za każdy drobny gest, wskazanie drogi, podprowadzenie do przystanku, chęć pomocy, z drugiej jak ktoś chce spać, to jest mu naprawdę obojętne czy o drugiej w nocy drą się kibice czy młodzież świata ;)
    Można mówić, „tak groziliście, a miasto puste”, pytanie tylko czemu puste? przecież nie dlatego, że nagle za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęła połowa mieszkańców. W sumie w dużej mierze logistyka imprezy oparła się na tym, że dobre kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyjechało z miasta, na zaopatrzeniowcach i pracownikach sklepów, którzy pracowali po nocach, bo mogli rozwozić i przyjmować towar tylko od 24-10, na właścicielach punktów usługowych, czy innych małych firm, którzy zrezygnowali z 1/4 miesięcznego zarobku, żeby nie robić tłoku w mieście (nikt im ZUSu nie obniży), na chorych, których gremialnie wypisano ze szpitali, żeby zrobić miejsce dla pielgrzymów (takie pustki w szpitalach i tak szybka obsługa nie zdarzają sie chyba nigdy), na tych którzy nie mogli skorzystać z wizyty kontrolnej w szpitalu, lub czekają dłużej na zabieg (dotyczy to wszystkich chorych, ku mojemu zdziwieniu także poradni onkologicznej (!) czy ginekologicznej i kobiet w 9 m-cu ciąży). Że nie wspomnę o tysiącach wysłanych na bezpłatne, przymusowe urlopy lub pracujących z domów.
    Po co to piszę? Nie po to, żeby być malkontentem, bo radość i energia tych ludzi była naprawdę fajna, wiele uśmiechu wnieśli do miasta, ale po to by pamiętać, że ŚDM nie wyglądałyby tak samo bez poświęcenia tysięcy zwykłych ludzi, także niewierzących, niezainteresowanych czy chorych, którym warto okazać wdzięczność, uśmiechnąć się i pamiętać w swojej modlitwie :)

  • Napisz co o tym myślisz