Zastanawiałam się czy powinnam na blogu dodawać również takie bardzo podstawowe przepisy. Doszłam do wniosku, że tak. To właśnie te bazowe przepisy zazwyczaj tworzą naszą codzienność, więc dobrze mieć je jednak dopracowane:)
Naleśniki niby każdy zrobi od ręki, raz lepsze, raz gorsze. Zazwyczaj „na oko”. Odkąd znalazłam ten przepis u Julii Child, stwierdziłam, że nie warto jednak robić ich na chybił trafił. Proporcje Julii są, jak dla mnie, idealne – naleśniki są bardzo elastyczne, delikatne i zawsze wychodzą takie jak powinny;) Nadają się zarówno do jedzenia na słono, jak i na słodko. Czyli dzisiaj naleśniki po francusku :)
Składniki (na ok. 10 sztuk):
– 1 pełna szklanka przesianej mąki pszennej
– 2/3 szklanki zimnego mleka
– 2/3 szklanki zimnej wody
– 3 jajka
– 1/4 łyżeczki soli
– 3 łyżki stopionego masła
Przygotowanie:
Wszystkie składniki zmiksować i odstawić do lodówki na ok. 30 minut. Przez ten czas mąka wchłonie płyn, dzięki czemu naleśniki będą bardzo delikatne. Smażyć na rozgrzanej, natłuszczonej patelni (wystarczy posmarować masłem) przez ok. 1 minutę – aż się zarumieni, po czym przewrócić naleśnika na drugą stronę i jeszcze chwilkę smażyć.


Kocham naleśniki!
Wypróbuję te proporcje.
A woda z bąbelkami czy bez?
Bez:)
Na pewno wypróbuję przepis, bo… bo ja niestety nie umiem robić naleśników – zawsze wychodzą mi kiepsko ;)
Kasiu moja babcia zawsze mówiła że naleśniki to sztuka i faktycznie się z nią zgadzam, bo jak się nie zna proporcji to wychodzą różnie:) a te są naprawdę fantastyczne:)
OK, to ja w najbliższym tygodniu wypróbuję :-)
To jest mój przepis nr 1!
To najlepsze naleśniki jakie jadłem. Wyszły super. Zrobiłem z podwójnej ilości takich mam głodomorów w domu :)
Super bardzo się cieszę! My też je lubimy! :)
Wyglądają cudnie, uwielbiam naleśniki:)