Podróże kulinarne

Kucharenka w Tbilisi

IMG_8717

Mam kilka przepisów, które czekają na ich opracowanie i opublikowanie, i właśnie miałam się za to brać, ale jednak znów przyszła mi do głowy Gruzja, gdy tylko weszłam do folderu ze zdjęciami. Także przepraszam, ale na przepis trzeba będzie poczekać:) Za to dziś znów napiszę kilka wspomnień, które chodzą mi po głowie po ostatniej podróży. Tym razem opowiem Wam trochę o naszym drugim dniu w tym ciekawym kraju.

Generalnie na zwiedzanie stolicy jakoś mocno się nie nastawialiśmy, gdyż jednak o wiele bardziej interesowały nas te mniej zatłoczone miejsca. Te, w których życie płynie trochę wolniej, gdzie można zachwycić się naturą i przypomnieć sobie o tej całej prostocie życia, która niesie w sobie wielką radość. Do Tbilisi wyruszyliśmy dopiero koło południa, gdy już się w miarę wyspaliśmy po nocnych chinkali z Kote w Kutaisi:) Miałam nadzieję, że odeśpię kawałek nocy w marszrutce – powszechnie znanym w Gruzji busiku, który był naszym głównym środkiem transportu:) Jakże się myliłam! Już na początku naszej podróży przypomniałam sobie wszystko, o czym czytałam na forach na temat gruzińskiej jazdy. Myślałam, że to trochę przesada, że jeździ się tam szaleńczo. Byłam w Rzymie i widziałam ten chaos na drogach, więc mniej więcej tak to sobie wyobrażałam – ot, po włosku ;) Chwilę po tym, jak rozpoczęła się nasza wycieczka marszrutką, usłyszałam od męża – ‚Klaudia to śmierć. Patrz…’. Mocny uścisk dłoni ukochanego męża, szybki przelot wspomnień z życia i moje wpatrywanie się w jadącego prosto na nas tira trwały wieczność. Nagle czas zaczął znów pędzić, a my w ułamku sekundy przejechaliśmy obok tira wybrakowanym poboczem. Jednak wciąż żyjemy. Szok. Hmm, a przed nami jeszcze jakieś 200km… Generalnie o śmierci myślałam całą drogę, jakkolwiek to nie zabrzmi, stwierdziłam, że nie przeżyjemy tych wakacji, więc czas się z tym pogodzić. Gdy dojechaliśmy do Tbilisi uświadomiłam sobie, że pierwszy raz moja choroba lokomocyjna nie dała o sobie znać przez tak długi czas. Jednak adrenalina zrobiła swoje;) Gruzja lepsza niż lokomotiv;)

IMG_8697

Jako, że noclegu nie rezerwowaliśmy wcześniej (zupełnie celowo) postanowiliśmy skorzystać z podpowiedzi Kote – polskojęzycznego Gruzina, w którego hostelu spaliśmy poprzedniego dnia – i pójść na nocleg do hostelu jego znajomych. Miał być w centrum, blisko Placu Niepodległości. Szukając naszego noclegu zapuściliśmy się więc w boczne uliczki, które już tak widowiskowo nie wyglądały jak główne ulice. Z coraz większą masą wątpliwości weszliśmy w wyznaczoną ulicę. Spojrzeliśmy na jakby walący się dom, co nie czyniło go niczym niezwykłym, biorąc pod uwagę otoczenie. Numer był nasz. Poniżej jedna z ulic dla zobrazowania klimatu :)

IMG_8696

Mąż patrzy na mnie, ja na męża… Potem wspólnie patrzymy na prawie sypiące się schody… ‚Chodź stąd, znajdziemy coś innego, nie ma sensu tam iść. Zobacz jak tu wygląda. Masz jeszcze inne adresy, więc tam możemy pójść’ – mąż stanowczo stwierdził, że po schodach tam wchodzić nie będzie. Ja jeszcze bardziej pełna wątpliwości mówię, że przecież Kote nam polecił ten nocleg, może w środku jest lepiej, chociaż zobaczmy… I twardo wchodzę po schodach. Pukamy, otwierają się drzwi, przed nami stoi uśmiechnięta Milena, a naszym oczom ukazuje się piękne wnętrze ponad 200-letniego domu. ‚Musicie spróbować naszej domowej czaczy!’. Zostajemy :) Z widokiem z okna na Matkę Gruzję i zamek:) Co do wejścia – okazało się, że weszliśmy tyłami ;)

                          IMG_8641

IMG_8644

IMG_8636

IMG_8637

Rozpakowujemy się szybciutko i ruszamy w miasto. Idziemy zobaczyć monaster Cminda Sameba, po drodze jemy oczywiście ciepłe chaczapuri. Na miejscu widzimy tłumy modlących się ludzi, czekających w wielkich kolejkach na wejście do świątyni.

IMG_8722

Pytamy strażników, co się stało. Jednak nie bardzo wiedzą, jak wytłumaczyć nam to po angielsku, więc otwierają bramkę i mówią coś na kształt – turysta pyta, co się stało, to niech idzie i zobaczy. W kolejnej bramce, po naszych pytaniach znów nas przepuszczają, aż w końcu trafiamy do środka, gdzie ludzie w kolejce czekają, by ucałować wystawioną trumnę. Kto umarł? Tyle się dowiedzieliśmy, że to Gabriel – bardzo ważna osoba duchowna dla Gruzinów. Przyjeżdżali oni z całego kraju, jak się później dowiedzieliśmy, by ucałować trumnę. Czekali godzinami z dziećmi i często wracali znów kilka godzin do domu, rozczarowani, że nie mogli wejść do środka. Wszyscy spotkani później Gruzini byli w szoku, że udało nam się wejść. I mimo, że wciąż nie do końca znamy szczegóły, to cieszy fakt, że mogliśmy wziąć udział w tym ważnym wydarzeniu.

IMG_8716

IMG_8729

W nocy wjeżdżamy kolejką na ruiny zamku i podziwiamy piękną panoramę miasta.

-Gdzie jutro jedziemy? To w końcu Kazbegi czy Sighnaghi?

-Chodźmy spać, pomyślimy rano.

IMG_8757

(Visited 52 times, 1 visits today)

You Might Also Like